Wczoraj miałam przyjemność mieć drugie KTG. Zapis książkowy - cokolwiek to znaczy :P
Młody był bardziej ruchliwy niż na poprzednim zapisie. Fakt, faktem postanowiłam dostarczyć mu wcześniej trochę cukru. Tym razem była ze mną mama - mąż był jeszcze w pracy. Co chwile ktoś dzwonił do mojej rodzicielki i fajnie było widać jak Junior porusza się kiedy słyszy, że jego babcia przez telefon rozmawia.
Wczoraj miałam bardzo złe samopoczucie, ale zrzucam to na kark pogody, która sama nie mogła się zdecydować co chce. Raz lało, raz świeciło słońce, a nawet przeszły dwie burze. Niestety takie zmienności nie mogły zostać nie zauważone przez zaawansowaną ciężarówkę ;).
Przed wczoraj miałam bardzo wysokie ciśnienie - jak na mnie. Do tej pory moje średnie ciśnienie to około 100/70, 115/80. Jest to ciśnienie w normie i to jeszcze po kawie, której nie odmawiam sobie w ciąży (zresztą za zgodą lekarza). Niestety sytuacja uległa zmianie w poniedziałek, kiedy to dostałam duszności, zawrotów głowy. Było mi niedobrze i bolała mnie głowa. Jak zmierzyłam ciśnienie to zobaczyłam 140/92. Po jakimś czasie ciśnienie spadło do normalnego, chociaż wartość drugiego i tak była troszkę podwyższona. Wczoraj podczas wizyty wspomniałam o tym lekarzowi. Do tego zauważył, że jestem opuchnięta = wzrost wagi. Dał mi skierowanie na badanie moczu i to cito oraz powiedział, że następnym razem mam jechać przy takim ciśnienie do szpitala. Teraz jak tylko coś się dzieję, czuję się słabiej to podłączam się do ciśnieniomierza.
Już wiecie dlaczego wstałam tak wcześnie :). Muszę odtransportować swoje siuśki na badanie. Nie dadzą ciężarówce pospać ;).
P.S. Trochę mnie nastraszyli z tym ciśnieniem :( - pocieszcie :(