Pogoda nam dopisała, ale nie o to w tym dniu chodzi. Byli z nami najbliżsi. Przed uroczystością wytłumaczyłam synkowi jak ważny jest dzisiaj dzień i jak powinien zachowywać się w kościele. Zrozumiał i był przykładnie grzeczny. Do chrztu Łukasza trzymał przejęty tata.Nie było mowy, żebym chociaż przez chwilę go trzymała. Po tak ważnych chwilach spędziliśmy czas z najbliższymi przy obiedzie i kawie. Oczywiście nie zabrakło tortu.
Tym razem zdecydowaliśmy się na taki. Następnym razem ;) może wybierzemy inny :)









