czwartek, 22 października 2015

Łóżeczko Jasia



Przygotowania do narodzin drugiego dziecka wyglądają zupełnie inaczej niż w przypadku starszego rodzeństwa. Po pierwsze niejednokrotnie mamy już sporą część wyprawki po starszaku, a po drugie wiemy co się przydaje, a co nie spełnia swojej roli. Teoretycznie jest nam łatwiej. Właściwie tylko teoretycznie. Chłopaków dzieli jedynie 2 lata i kilka miesięcy, a na rynku dziecięcym pojawiła się masa nowości. Kupując rzeczy dla Jasia wróciłam myślami do łóżeczka nad którym zastanawiałam się kiedy Łukasz miał przyjść na świat. Wtedy nie zdecydowałam się na nie, ale właściwie dlaczego. 


Mowa tu o łóżeczku firmy Stokke. Łóżeczko to rośnie wraz z dzieckiem. Najbardziej podoba mi się mobilność tego sprzętu. Dzięki kółkom nie stanowi problemu przemieszczanie się z maluchem po mieszkaniu. W pierwszym etapie łóżeczko jest na tyle poręczne, że praktycznie wszędzie się zmieści. Jest to ogromny plus w przypadku mieszkań. Nie musimy zaopatrywać się w dodatkowe miejsca do spania dla malca. 

Firma Stokke charakteryzuje się solidnością i przemyślanymi rozwiązaniami. Nie inaczej jest w tym przypadku. W swojej ofercie mają różne warianty kolorystyczne. Ja postawiłam na biel. 

Jak dotąd jest bardzo zadowolona z zakupu. Zresztą ja to sobie mogę być. Najważniejsze jest zdanie najmłodszego, a on ... co tu dużo mówić jest zachwycony - jak widać na załączonym obrazku :).

Zainteresowanych łóżeczkiem oraz innymi produktami firmy Stokke serdecznie zapraszam do sklepu 4kids. Wysoka jakość obsługi oraz pracownicy, którzy doradzą i pomogą przy wyborze to prawdziwe szczęście dla mam. Wszystko to oferuje sklep 4kids. 

poniedziałek, 12 października 2015

Przedstawiamy Jasia

No to w końcu jest z nami!
Drugi dzień "ogarniamy" się w domu.
Wszem i wobec przedstawiam państwu pana Janka 


Już niedługo więcej o tym co u nas słychać :)
Pozdrawiamy!

czwartek, 24 września 2015

10 dni!

No to przed nami gorące odliczanie. Ogłaszamy wszem i wobec, że najmłodszy postanowił odwrócić się i czekamy teraz na moment kiedy zechce panicz wyjść. A czekanie to najgorsze co może być. Tym razem jest kochany starszy brat, który umila ten czas i nie pozwala mamie się nudzić. Bardzo dobrze, bo dni nie biegną tylko galopują ;).

Biorąc pod uwagę, że w pierwszej ciąży z Łukaszem, synek nie pchał się na świat - tym razem też bym obstawiała taki scenariusz. Wszystko się okaże już niedługo. Tak czy siak mamy bliżej niż dalej, więc spędzamy dni na zabawach ze starszym synkiem, a noce na wysypianiu się ;).

czwartek, 3 września 2015

36 tydzień ciąży a tu taka niespodzianka

Powszechnie wiadomo, że planować nic nie można. Rzeczy, sytuacje, które uznawane są za pewniak równie pewnie zmieniają swoje oblicze. Stąd pewnie wzięło się powiedzenie, że chcesz rozśmieszyć Pana Boga to powiedz Mu o swoich planach. Nie inaczej jest z nami w tym ciekawym 36 tygodniu z brzuchem. 



Pod koniec poprzedniego tygodnia myślałam już, że Najmłodszy postanowi zawitać na tym świecie przed czasem. Dostałam silnych skurczy promieniujących od pleców. Na szczęście po jakimś czasie sytuacja się uspokoiła, ale słabsze lub mocniejsze skurcze pozostały. Aż tak bardzo się tym nie przejęłam. Raz, że to już dość wysoko, a dwa w końcu przepowiadające muszą się pojawić. Sytuację ratowała również zbliżająca się wizyta u lekarza, która powinna rozwiać wszelkie niepokoje.

Na szczęście okazało się, że wszystko jest ok, szyjka trzyma pięknie ładnie tylko, że .... . No właśnie. Mój kochany synek postanowił zrobić mamie psikusa i piękną pozycję do wyjścia główką w dół zamienił na mniej komfortową głową do góry. Jest to dość niepokojąca sprawa, bo to już 36 tydzień. Na szczęście lekarz mnie uspokaja, że z racji drugiej ciąży istnieje szansa, że Najmłodszy znajdzie odpowiednią drogę. 

Momentalnie stało się jasne skąd moje "odmienne" brzuchowe odczucia. Do tego ciężej mi się wstaje, niewygodnie leży i ogólnie odczuwam dyskomfort. Widać, że syrki kopiące w dole brzucha są mniej przyjemne od tych znęcających się w górnych częściach mamy. 

Matka jednak nie daje za wygraną i postanowiła uskuteczniać codzienne, długie spacery. Z tej zawziętości wczoraj wyczarowałam 7 km. Zobaczymy jak to uda nam się dzisiaj oraz, czy przyniesie oczekiwane efekty.

wtorek, 25 sierpnia 2015

35 tydzień, czyli tuż, tuż!

Czas wystrzelił jak z procy. To już 35 tydzień. Jeszcze tylko kilka dni, a ciąża będzie donoszona, bo od 36 tygodnia rozpoczynają się widełki kiedy na świat nie przychodzi wcześniak tylko "terminowy" człowiek. Jaki z tego morał - podczas ostatniego miesiąca zamieniam się w tykającą bombę. Nie będzie wiadomo kiedy, co i jak, wszystkiego można się spodziewać. Muszę pomyśleć nad skompletowaniem torby ciążowej. Niech leży i pachnie, ale będzie w pogotowiu dla spokoju sumienia ;).

Na dworze robi się co raz bardziej jesienne powietrze co osobiście bardzo mi odpowiada. Nie znosiłam za dobrze upałów, przede wszystkim moja głowa strajkowała. Teraz nie jest idealnie, ale zdecydowanie lepiej. Problemem jest brak powietrza. Mam wrażenie, że co raz gęstsze jest, a żeby złapać oddech muszę zachowywać się jak parowóz. Wszystko zrzucam na kark rosnącego brzucha i Maluszka, który naciska mi na przeponę, skutecznie utrudniając ciche oddychanie. Trudno w tym tygodniu zachować lekkość i powab :P. 



Wielkim zaskoczeniem tej ciąży jest brak opuchlizny. Może lekka czasami się pojawia, ale nie jest aż tak dokuczliwa kiedy to Łukasz był w brzuchu. Pamiętam, że o tej porze w poprzedniej ciąży miałam już dawno pozdejmowane pierścionki i problemy z dopasowanymi butami. Teraz na palcu nadal jest obrączka i pierścionek, a w butach mogę przebierać. Zobaczymy jak długo taki stan się utrzyma.

Tyle rozpisywania się, bo synek na więcej nie pozwala. Trzeba wracać do obowiązków, ale teraz kiedy upały zelżały obiecuję pojawiać się częściej, a wszystkich zainteresowanych tym co dzieje się u nas odsyłam na naszego Instagrama. Tam codziennie wrzucamy zdjęcia.


czwartek, 20 sierpnia 2015

Bez smoczkowy!

Przez przerwę w pisaniu dużo Was ominęło. Niestety upały dały mi w kość. Napadowy ból głowy nie opuszcza mnie w tej ciąży, a do tego jeszcze mam wrażenie, że upały, duchota nasilają dolegliwość. Z jednej strony szkoda, że robi się co raz chłodniej, że wieczory są już jesienne, ale mam nadzieję, że pomoże mi to przetrwać ostatnie tygodnie z brzuchem.



U Łukasza te ostatnie tygodnie to rewolucja. Dorasta nam chłopak. Nie dość, że gaduli za pięciu, na bieżąco uzupełnia swój słownik o co raz to nowsze wyrazy, zdania i kombinacje, to jeszcze jest na etapie pełnej samodzielności. Tak na przykład jakiś miesiąc temu pożegnaliśmy się ze smokiem. O dziwo obyło się bez dramatu, a rozwiązanie sytuacji przyszło samo.

Podczas wizyty cioci Łukasz chciał koniecznie poczęstować pieska "dydym". Z małą pomocą dorosłych, smoczek przepadł, bo piesek go "zjadł". Nie było wyjścia, trzeba było podtrzymać w wersję. Pierwsze nocne zasypianie było troszkę jękliwe, ale i tak spodziewałam się większego dramatu. W nocy też był troszkę marudny, ale na szczęście właściwie na jednej nocy się skończyło. W dzień nigdy smoczek ni był nadużywany, więc jego brak nie stanowił aż tak dużego problemu.

Bałam się, że pożegnanie będzie bolesne dla obu stron i, że nie damy rady. Okazało się jednak łatwe i przyjemne. Oby wszystkie zmiany przychodziły tak łatwo.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...